beza, deser
Komentarze 2

Wybuchowa beza z kremem amaretto i granatem

Najlepszą bezę jedliśmy kilka lat temu w Paryżu w niepozornej, choć uroczej cukierni nieopodal Placu Bastylii. Wszystkie wcześniej i wszystkie później przypominały raczej bryłę cukru pudru rysującą podniebienie… Postanowiliśmy więc nauczyć się ją robić sami. Wiemy, że jeszcze powinniśmy się uczyć, ale już jest nieźle. Zróbcie sobie mały Paryż we własnym domu!

składniki:

beza:

8 białek
440 g cukru
1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka octu winnego lub jabłkowego

krem:

1 serek maskarpone (250 g)
250 ml śmietanki 36%
1/2 szklanki amaretto
3 łyżki cukru

O bezie napisano już wszystko. Robiliśmy ją milion razy i zawsze wychodziła inaczej. Korzystaliśmy ze wszystkich przepisów internetu. Wiele z nich stoi w całkowitej sprzeczności z innymi. Wniosek nasuwa się jeden – nikt nie umie jej do końca robić, ale to jest właśnie najzabawniejsze. Nigdy nie wiadomo, co dokładnie wyjdzie… Jeśli piecze się ją w zbyt niskiej temperaturze, jak radzi Kwestia Smaku, beza opada. Jeśli w zbyt wysokiej, jak radzi Magda Gessler, beza pęka i się kruszy. Oczywiście może to wcale nie wina autorów, lecz nasza, bo coś robiliśmy źle, ale postanowiliśmy spotkać się z autorkami gdzieś po środku.

Zatem do dzieła!

Najlepiej zacząć od włączenia piekarnika i ustawienia go na 150 stopni bez termoobiegu. Krok drugi to przygotowanie sobie dużej blachy i wyłożenie jej papierem do pieczenia. Potem przechodzicie do działań właściwych. Jajka wyjmujecie z lodówki na godzinę przed zabawą. Białka dokładnie oddzielacie od żółtek. Uważajcie, żeby ani odrobina żółtka nie wpadła Wam do białek, bo inaczej po zabawie. Najlepiej oddzielajcie każde z osobna nad szklanką i dopiero po sprawdzeniu, czy wszystko poszło dobrze, wlewajcie je kolejno do misy miksera. Używajcie dokładnie umytych i osuszonych naczyń, łyżek i trzepaczek! Włączacie mikser na najwyższe obroty i czekacie kilka minut, aż piana się ubije na sztywno. Potem dodajecie do niej po jednej łyżce cukru, cały czas ubijając. To najnudniejszy moment. Trwa i trwa, i trwa… Ale inaczej się nie uda, bo piana opadnie, jeśli wsypiecie cały cukier na raz. Potem ubijacie z minutę, dwie i dodajecie mąkę ziemniaczaną. Znów ubijacie minutę, dwie i dodajecie ocet. I znów ubijacie. Generalnie ubijacie nieustannie, mikser cały czas chodzi, domownicy szaleją, zwierzęta pochowane po kątach, nie słychać, że telefon dzwoni, że powiadomienia z Facebooka przychodzą…

Piana powinna być sztywna, lśniąca i jednolita. Taką wykładacie szpatułką na blachę. Robicie z niej dwa kółka o grubości około 2 cm i wstawiacie do piekarnika. Uwaga! Beza urośnie, więc zostawcie trochę miejsca dookoła. Najlepiej wsunąć ją na nieco wyższą pozycję, żeby była bliżej górnego źródła ciepła. Po 45-60 minutach zmniejszacie temperaturę do 120 stopni i suszycie ją jeszcze przez około godzinę. Można wtedy do niej zajrzeć na chwilę i sprawdzić, czy na wierzchu wytworzyła się twarda warstwa. W trakcie pieczenia może wydarzyć się wszystko. Beza urośnie i trochę pociemnieje, choć oczywiście najlepiej, gdy pozostaje śnieżnobiała. Potem trochę opadnie. Może trochę popękać, za co ze szkoły gastronomicznej pewnie wywala się ludzi, ale w sumie to jest ok, bo wtedy łatwiej wyschnie w środku. My wtedy zawsze  łapiemy depresję, ze coś poszło nie tak. I najpewniej zawsze tak jest, ale i tak ją zjadamy. Najważniejsze, żeby beza była spieczona na wierzchu, po bokach i od spodu, a w środku lekko wilgotna, ale nie płynna… Może się kruszyć, być lekko zarumieniona, nie ma co płakać, że nie przypomina tych paryskich.

Beza stygnie, a Wy robicie krem. Ubijacie śmietanę, dodajecie po łyżce cukru, potem po łyżce mascarpone, cały czas ubijając. Na koniec cieniutką strużką wlewacie amaretto. Ubijacie jeszcze chwilę i wykładacie 2/3 kremu na bezę. Na krem kładziecie drugą bezę i znowu krem. Posypujecie owocami granatu i np. płatkami migdałowymi. Stawiacie na stół i zwalacie z nóg towarzystwo.

Po zjedzeniu idziecie biegać kilka godzin, żeby spalić kalorie.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy

2 Comments

  1. renata says

    Dowcipnie, z polotem i sercem:) Musze wreszcie i ja zrobic beze i na pewno z tego przepisu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s