recenzja
komentarze 2

Przedłużajcie przyjemność!

Mazurki i baby dawno spalone na świątecznych spacerach i rowerach oraz poświątecznych siłowniach i basenach. Czas pomyśleć o małej powtórce…

Wyobraźcie sobie pogodny, leniwy dzień i śniadanie złożone z rolady czekoladowej z musem kawowo-rumowym, czekoladowych naleśników z bananami i sufletu czekoladowego, które popijacie musem malinowo-czekoladowym. Śniadanie, po którym wychodzicie na dwór, zjadłszy jeszcze na szybko kawałek brownie z orzechami. Wyobraźcie sobie ciepłe promienie słońca oblewające Wasze twarze i Was siedzących w ogródku kawiarni z przyjaciółmi i delektujących się borówkowym semifredo, ochładzających się smażonymi lodami z sosem wiśniowo-imbirowym i podgryzających trufelki migdałowe. Wyobraźcie sobie, że właśnie tego dnia przyjeżdżają do Was dawno niewidziani znajomi z różnych zakątków świata, którzy przywożą ze sobą baklavę, panna cottę waniliową, francuskie rurki z kremem i przysmaki z Saragossy. Wyobraźcie sobie, że zabieracie ich na przejażdżkę rowerową, a Wasze kieszenie pełne są słodkich florentynek i ciasteczek cynamonowych, w plecaku zaś czekają na przerwę w pedałowaniu kremówki, eklery kawowe i rogaliki z makiem. Jeśli poczujecie pragnienie, Waszym sprajtem będzie koktajl waniliowo-malinowy z bazylią lub arbuzowe szaleństwo. Wyobraźcie sobie, że wieczorem postanawiacie przemierzyć Polskę i do niedzielnego popołudnia spróbowaliście już kujawskiego drożdżowego placka maślanego, pączków z powidłami z Doliny Dolnej Wisły, białostockiego sękacza i śląskich kołoczków. Wyobraźcie sobie niedzielny wieczór na huśtawce z torcikiem bezowym z owocami na kolanach. Wyobrażacie sobie?

To teraz wyobraźcie sobie, że możecie to zrobić, o ile macie przyjaciół i dobry samochód. Bo przepisy na wszystkie powyższe cuda znajdziecie w książce „Cukiernia Lidla. Przepisy mistrza Pawła Małeckiego”. Czapki z głów, naprawdę! Jak wiecie, zawsze taką samą uwagę przykładamy do zawartości, jak i oprawy graficznej wszystkich książek, które kupujemy. Zawsze też z lekkim dystansem podchodzimy do „sklepowych publikacji” na zawsze skrzywieni poziomem gazetek promocyjnych wydawanych pod koniec lat 90’… Tu jest inaczej, więc ukontentowani wertujemy, planujemy, wydajemy w myślach hipstersko-barokowe przyjęcia i podniecamy się projektem, papierem i zdjęciami. Prawie 300 stron słodkiego szczęścia. Przepisy są podzielone na kilka rozdziałów – jest klasyka, są owoce, czekolada, tarty, ciasta, lody, jest Wielkanoc i jest Boże Narodzenie. A do tego jest oczywiście strona Kuchni Lidla, gdzie Mistrz Paweł w krótkich klipach tłumaczy, co i jak, jeśli chodzi o cukiernicze poczynania. To wszystko jest bardzo dobre i jeśli lud kupuje w dyskontach, a dyskonty rozdają ludowi takie książki za zakupy, to my mówimy „spoko” i bratamy się z tym ludem, a dyskontom przybijamy piątkę. Podoba się nam, że ktoś robi coś ładnie na masową skalę. 

Jakkolwiek kochamy słodycze, radzimy nie jeść wszystkiego w jeden weekend… Wiemy, że to nie jest łatwe, ale długa przyjemność jest lepsza niż krótka, więc ostatecznie i Wy powinniście się przekonać. Pracujcie nad sobą, a będziecie mogli dłużej!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy

2 Comments

  1. Mam tą książkę i uważam, że jest przepięknie wydana i w żaden sposób nie czuć, by zrobiona było „dla mas”. Jeszcze niż z niej nie upiekłam, choć każdy przepis wydaje się być pyszny… Masz pierwszą książkę Okrasy i Pascala? Też ją zdobyłam i od niej zaczęło się moje zdziwienie jak to można pięknie wydać kulinarne bitwy. Genialne zdjęcia i cały nastrój książki. Piękne, prawdziwe i niewymuszone. Zgadzasz się, Wałku? :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s