recenzja
Dodaj komentarz

Hummus, za’atar i granaty

Czekaliśmy na tę książkę, bo kochamy się w kuchni bliskowschodniej niczym w Xavierze Dolanie z Wyśnionych miłości. Samar stworzyła coś bardzo osobistego. To trochę książka kulinarna, a trochę wspomnienia, a trochę przewodnik po Libanie. Przetyka przepisy i sekrety gotowania opisami jej domu, wakacji w Aynacie i rodzinnych spotkań przy stole. Wysyca wszystko smakami, zapachami, aromatami, kolorami, fakturami i pięknymi zdjęciami, w tym pochodzącymi z jej domowego archiwum. Bardzo polecamy!

Dwa razy w tygodniu zaczynałam dzień od wspólnych zakupów na targu z ciociami i babcią. (…) Pośród tysiąca straganów, uginających się pod ciężarem przypraw, ziół, owoców i warzyw (…) każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Kupowaniu towarzyszyły zawsze głośne cenowe negocjacje (zagłuszane przez nieustannie trąbiące auta), wszechobecny kurz i momentami nieznośny upał. To wszystko jednak ma swój urok. Po zakupach brałyśmy się za gotowanie. Wielogodzinne wspólne krojenie, mieszanie, przyprawianie, próbowanie, picie kawy, podjadanie i rozmowy. Jeśli czegoś brakowało, wystarczyło wyjść do ogrodu babci przy domu, gdzie można było znaleźć świeżą miętę, kolendrę, ciecierzycę, a nawet oliwki. Tak mijały godziny.

Nasza libańska przygoda jest wciąż przed nami. Myślimy o niej, odkąd dostaliśmy od naszej przyjaciółki worek zataru przywieziony z podróży do tego kraju. Ten zapach tymianku, sezamu i sumaku nigdy więcej nie był tak intensywny! Tymczasem podjadamy falafele w Beirucie na Senatorskiej, pochłaniamy hummus w Beirucie na Poznańskiej, a teraz dzięki Samar planujemy wielką libańską ucztę u nas.

W książce jest opisana libańska spiżarnia, w której nie może zabraknąć m.in. sumaku, kolendry, tymianku, cynamonu, kuminu, natki pietruszki, gałki muszkatołowej, zataru, sezamu czy mięty. Musi być ona pełna melasy, wód kwiatowych, ryżu, soczewicy, fasoli, mięsa, serów, warzyw i owoców, orzechów i ziaren. Taką właśnie kompletujemy. A gdy tylko skończymy, zaprosimy Was na mutabal, czyli pastę z bakłażanów, tabbouleh, czyli sałatkę z natki pietruszki i świeżej mięty, foul, czyli pastę z bobu, zupę krem z czosnku, migdałów i granatów, tuńczyka w sumaku z arbuzem, liście winorośli z mięsem, marchewki pieczone w kuminie i muhallabeieh, czyli mleczny pudding z kwiatami pomarańczy i różą. Będziecie jeść! A tymczasem czytajcie!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s