recenzja
Comment 1

Superfood z ogrodów, łąk i lasów

Wreszcie ktoś rozejrzał się dookoła i spisał wszystko to, co rośnie w naszych ogrodach, lasach, na naszych łąkach i trawnikach, a co jest tak samo super, jak modne nasiona chia, spirulina, matcha czy jagody goi. A dodatkowo możemy to mieć już teraz, zaraz, od ręki, świeżo zerwane, nieprzetworzone, pełne składników odżywczych, zdrowe i  często za darmo.

Wszelkie superfoods od kilku lat goszczą na naszych stołach (a przynajmniej w naszych smoothiesach) i zaprzątają nasze głowy. Trochę fajnie, bo odwrót od śmieciowego, gotowego jedzenia zawsze wyjdzie nam na dobre.  Zwłaszcza jeśli zwrócimy się ku temu, co możemy zrobić sami, co kipi od witamin, podkręca smak i pomaga utrzymać zdrowie. Trochę niefajnie, bo specjaliści od marketingu, żerując na naszej obsesji utrzymania zdrowia, wciskają nam jedzenie coraz bardziej super, pochodzące z coraz dalszych zakątków ziemi i mające właściwości coraz bardziej cudowne. A to już trochę się wyklucza i trochę trzepie po kieszeni.

Niemiecka biolożka, wykładowczyni i pisarka, Karin Greiner, pokazuje w swojej książce te rośliny, które mamy na wyciągnięcie ręki, a które w niczym nie ustępują tym wylansowanym. I tak, jako uzupełnienie naszego jadłospisu, dostajemy cały pakiet pomysłów i wskazówek w podziale na pory roku. Gwiazdą pierwszych dni wiosny zostaje czosnek niedźwiedzi, który zawiera duże ilości witaminy C, potasu, manganu i działających jak antybiotyki olejków eterycznych. W sam raz na wybudzenie z zimowego snu. Podobnie działa rukiew wodna – uodparnia, dodaje energii i oczyszcza, dzięki olejkom gorczycowym oraz dużej zawartości witamin A, B, C, E i K. O pospolitej pokrzywie już nie wspominając. Lato to pora na mniszka lekarskiego, największego chyba źródła witaminy K i inuliny, które chronią tętnice przed miażdżycą oraz poprawiają pracę mózgu i wątroby oraz bluszczyku kurdybanka, który ma właściwości antybakteryjne i przeciwzapalne, a w warunkach laboratoryjnych powoduje obumieranie komórek rakowych. Jesienią nie powinniśmy zapomnieć o rokitniku i dzikiej róży, pełnych witaminy C i antyoksydantów, a zimą – o poprawiającej odporność tarninie. Autorka podrzuca też pomysły na dania główne, desery i przekąski.

Zajrzyjcie do tej książki koniecznie i zacznijcie swoją przygodę z lokalną superżywnością. Listę Karin można spokojnie rozszerzać. Kiedy dopiszecie do niej np. czarną porzeczkę, pigwę, koniczynę, natkę marchewki, dereń i inne, okaże się, że nie starczy Wam posiłków w ciągu roku, żeby to wszystko ogarnąć.

Advertisements

1 komentarz

  1. O! Super sprawa! Właśnie ja zawsze kojarzyłam superfoods z jakimiś drogimi bajerami i myślę, że sporo osób w taki sposób myśli, więc dobrze, że ktoś rozwiewa takie błędne info:) Książka warta uwagi:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s