Ostatnio zamieszczone

Tarta z orzechami włoskimi i gorgonzolą

Gruby Wałek wraca w gości! Mam dla Was niesamowitą tartę dla chłopców, którzy nie są na diecie, od niesamowitych @technoboyz! Jakub i Mateusz, bo o nich mowa, słuchają ostrego techno, bujają się po mieście i miłują sztukę. Bierzcie i jedzcie!

Składniki:

Ciasto kruche

2 szklanki mąki
200g masła
2 jajka
sól i pieprz do smaku

Farsz

4 jajka
2 łyżki śmietany 18%
2 gruszki
150 g sera gorgonzola
kilka plastrów boczku
garść orzechów włoskich
10g parmezanu w płatkach

Przepis:

Jajka, mąkę, masło, sól i pieprz dokładnie ugniatacie przy pomocy widelca (ciasto nie lubi ciepłych męskich dłoni). Wyrobione ciasto odkładacie do lodówki na minimum godzinę. W między czasie podsmażacie boczek. Posiekane drobno orzechy prażycie na patelni bez tłuszczu. Gruszki kroicie w plastry. Formę do tarty wykładacie rozwałkowanym ciastem. Wkładacie do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni na 15 minut i przygotowujecie farsz: do miski dodajecie jajka, ser gorgonzola i śmietanę, mieszacie, aż powstanie gładka masa. Podpieczony spód wykładacie podsmażonym boczkiem i gruszkami, wszystko zalewacie masą serowo-jajeczna i pieczecie przez kolejne 15 minut. Po upieczeniu ciepłą jeszcze tartę posypujecie serem parmezan i uprażonymi orzechami . I gotowe! Pochłonięte w daniu kalorie proponujemy wytańczyć przy rytmach dobrego techno.

Reklamy

Zupa grzybowa z ziemniakami i kaszą jaglaną

Trochę przedsmak świąt, trochę próba generalna przed barszczem wigilijnym, a trochę na rozgrzewkę. Łapcie łyżki i chodźcie jeść!

Składniki:

250 g suszonych grzybów (2 garści)
2 marchewki
1 pietruszka
1/2 selera
kawałek pora
1/2 cebuli
5 ziemniaków
1/2 szklanki kaszy jaglanej
2 łyżki czosnku niedźwiedziego
2-3 łyżki oliwy z oliwek
sól i pieprz

Przepis:

Grzyby zalewacie wrzątkiem w misce i zostawiacie na 5-7 minut. Wyławiacie je cedzakiem, płuczecie pod kranem na sicie, kroicie w paski i wkładacie do garnka. Zalewacie zimną trzema szklankami zimnej wody i gotujecie ok. 30-40 minut. Myjecie, obieracie i kroicie w kostkę marchewkę, pietruszkę oraz seler i dodajecie do garnka. Ziemniaki obieracie, kroicie na kawałki, płuczecie w wodzie i też dodajecie do garnka. Cebulę obieracie, selera myjecie i siekacie. Rumienicie na rozgrzanej oliwie i dodajecie do garnka. Kaszę przelewacie wrzątkiem na sicie i też dodajecie do garnka. Gotujecie jeszcze ok. 20 min, aż ziemniaki będą miękkie. Dodajecie czosnek niedźwiedzi, sól i pieprz do smaku. Podajecie gorącą, przeglądając bombki, które zaraz powiesicie na choince.

Sałatka z granatu i buraków z fetą

Zima to straszny czas, kiedy nie ma świeżych warzyw i owoców. W grudniu są jeszcze granaty, persymona i cytrusy, które chociaż jadą do nas milion kilometrów, smakują dość przyjemnie i mają całkiem sporo witamin, bo dojrzewały w mocnym słońcu dalekiego Południa. Potem będzie gorzej. Zostaną nam ostatki uwiędłych bulw i korzeni. Dlatego jedzcie, ile możecie, chociaż na zapas najeść się nie można, chociaż moja Pani Matka zdaje się uważać czasami inaczej…

Składniki:

1 burak
1/2 granatu
200 g sera feta
garść pestek dyni
1 pęczek bazylii
3-4 łyżki oliwy
sól i pieprz do smaku

Przepis:

Buraka gotujecie w łupinie, studzicie, obieracie i kroicie w kostkę. Granat kroicie na pół i z połowy wyjmujecie pestki, próbując nie zabryzgać całej kuchni, zwłaszcza jeśli jest biała. Fetę odsączacie z serwatki i kroicie w kostkę. Bazylię myjecie i siekacie. Mieszacie wszystko razem w misce, dodajecie pestki dyni, oliwę, sól, pieprz i gotowe.

Drugą połówkę granatu zjadacie wieczorem albo rano, najlepiej też od razu wydłubcie pestki, wtedy wystarczy raz posprzątać po tej krwawej jatce…

Brownie z suszonymi śliwkami i kremem arachidowym

Dzisiaj słowo o pięknej kuchni. A właściwie o kuchni wyposażonej w piękne rzeczy. Już niebawem znajdziecie w sklepach małe agd z serii Vintage Cuisine. Na tę absolutnie cudowną kolekcję składają się m.in. mikser, blender, toster, czajnik. Ja mam ten pierwszy. Wygląda jak Cadillac deVille Convertible z 1960 roku i doskonale radzi sobie z tym, do czego został stworzony – ubija jajka, miesza ciasto, robi kremy. No i jest ładny. Aż chce się go wziąć do ręki. Ja wziąłem i zrobiłem Wam brownie z suszonymi śliwkami i kremem arachidowym. Łapcie po kawałku, a potem biegnijcie do sklepów.

Składniki:

3 tabliczki gorzkiej czekolady (ok. 300 g)
1 kostka masła
3 jajka
1 szklanka cukru
3/4 szklanki mąki
1 szczypta soli
1 szklanka śmietanki 36% albo 42%
250 g serka mascarpone
4 łyżki cukru pudru
1 szklanka orzechów ziemnych (bez soli)
1 garść śliwek suszonych

Wykonanie:

Czekoladę kruszycie i razem z masłem rozpuszczacie w kąpieli wodnej, a następnie studzicie. Jajka ubijacie mikserem z cukrem na jasną i puszystą masę. Dodajecie ostudzoną czekoladę, mąkę i sól, mieszacie do połączenia się składników. Śliwki kroicie na cienkie plasterki, część dodajecie do ciasta, część zostawiacie do ozdoby i znowu mieszacie, ale już łyżką. Przekładacie do foremki wyłożonej papierem do pieczenia i pieczecie ok. 20 minut w 160 st. C, potem jeszcze 10 minut w 180.

Orzechy rozdrabniacie w blenderze. Kilka całych i ze dwie łyżki rozdrobnionych możecie zostawić do dekoracji. Śmietanę ubijacie mikserem, dodajecie cukier puder, serek mascarpone, cały czas miksując. Dodajecie zmielone orzechy. Mieszacie i wykładacie na ostudzone ciasto. Posypujecie odłożonymi orzechami, pokrojonymi śliwkami i jecie, patrząc na swoją piękną kuchnię.

Harira

Idzie zima, więc rozpalamy ogień w kominkach, łóżkach, sercach i na talerzach. Harira ma z nim wiele wspólnego i w tym ostatnim przypadku na pewno będzie idealna do tego, by podkręcić atmosferę! Po pierwsze, jest to potrawa kuchni berberyjskiej, a Berberowie po części żyją na Saharze, gdzie żar leje się z nieba. Dzisiaj upowszechniła się wprawdzie w całym obszarze Maghrebu, ale jakby i tak wszędzie jest tam upał. Po drugie, nazwa harira wywodzi się od arabskiego słowa harr, co oznacza gorący. Po trzecie, mieszanka przypraw używana do tej zupy serio pali od środka. Yalla!

Składniki:

1/2 kg wołowiny
1 szklanka cieciorki
1 szklanka zielonej soczewicy
1/2 szklanki czerwonej soczewicy
1 cebula
1 marchewka
1 puszka krojonych pomidorów
1 pęczek pietruszki
1 łyżeczka kuminu
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka imbiru
1 łyżeczka ostrej papryki
1 łyżeczka słodkiej papryki
1 łyżeczka mielonych nasion kolendry
olej do smażenia
oliwa z oliwek
suszone daktyle
1 cytryna
sól i pieprz do smaku

Przepis:

Zaczynacie od namoczenia cieciorki w 2 szklankach wody 12 godzin przed przygotowaniem zupy. Lepiej nie używajcie tej z puszki, bo jest obrzydliwa i zupełnie nie ma smaku.

Mięso kroicie na nieduże kawałki i smażycie na patelni na mocno rozgrzanym oleju, aż się zarumieni. Jeżeli puści wodę, to ją odlewacie. Rozgrzewacie kilka łyżek oliwy z oliwek w garnku, w którym zrobicie zupę i przekładacie do niego usmażone mięso. Cebulę obieracie, siekacie i dodajecie do mięsa. Podsmażacie jeszcze chwilę, aż ta się zeszkli. Dodajecie kumin, cynamon, imbir, ostrą i słodką paprykę oraz mielone nasiona kolendry. Jeśli używacie tej samej łyżeczki, przecierajcie ją po każdej przyprawie choćby palcami (byle suchymi), żeby nie pomieszać sobie wszystkiego ze wszystkim w pojemnikach… Smażycie jeszcze minutę, wlewacie litr wrzątku i dodajecie odcedzoną cieciorkę. Gotujecie na wolnym ogniu i pod przykryciem ok. 45 minut. Możecie w trakcie gotowania dodać jeszcze litr wrzątku, jeśli ciecierzyca będzie wchłaniać dużo wody. Następnie myjecie, obieracie i kroicie w kostkę marchewkę, którą dodajecie do zupy razem z odcedzoną zieloną i czerwoną soczewicą. Tej drugiej moczyć wcześniej nie trzeba. Potem wlewacie pomidory z puszki. Te akurat o tej porze roku będą znacznie lepsze. Na koniec myjecie, osuszacie i siekacie natkę pietruszki, która – a jakże – też trafia do garnka. Trochę zostawiacie do posypania zupy na talerzach. Gotujecie jeszcze ok. 20 minut, solicie, przyprawiacie pieprzem i zestawiacie z palnika.

Po chwili odpoczynku nalewacie zupę do misek, a na talerzyk wykładacie pokrojoną cytrynę, którą do rzeczonej zupy wyciskacie, posiekaną natkę pietruszki, którą ją posypujecie i daktyle, którymi ją przegryzacie. To będzie pyszne, przygotujcie się!

Niektórzy dodają jeszcze kolendrę. Też możecie. Możecie też zamiast soczewicy dać groch lub bób, a zamiast wołowiny baraninę, ewentualnie kurczaka lub indyka. Możecie też dosypać do gotowania kuskus, drobny makaron albo ryż, ale maksymalnie garść. Możecie ją podać z jajkami na twardo i suszonymi figami zamiast daktyli. Jeśli jednak nie jesteście Berberami przemierzającymi na wielbłądach bezkres największej pustyni świata, uważajcie, bo taka ilość kalorii i substancji odżywczych może Was zabić.

Italia do zjedzenia

Bartek Kieżun wydał niezwykłą książkę! Jak przystało na Krakowskiego Makaroniarza, w całości poświęconą włoskiej kuchni i włoskiej kulturze. Obok przepisów znajdziecie w niej pamiętnik połączony z przewodnikiem. Genialny pomysł! Pierwsza książka kucharska do czytania!

Kulinarną podróż zaczynamy od Campo dei Fiori. Krótki look na plac, potem nieco dłuższy – na starsze panie w gustownych strojach od najlepszych rzymskich krawców w kolejce do piekarni Forno Campo i najdłuższy – na funkcjonariuszy Carabinieri, Guardia Finanza i Polizia Statale. W takiej kolejce gotów byłbym stać godzinami podobnie jak gotów byłem narobić rabanu na Placu św. Marka w Wenecji, byle by któryś z nich zwrócił na mnie uwagę… #arrestme Jak już się nastaliśmy, to my mamy na następnej stronie przepis na focaccia con patate e rosmarino, a Bartek sobie je i się patrzy dalej. I tak jest przez kolejnych 300 stron. Bartek pije espresso w stolicy kawy, Trieście i podziwia architekturę, my możemy spróbować upiec sobie wielkanocne słodkie chlebki drożdżowe. Bartek zagląda mieszkańcom Modiki do domów, popijając czekoladę, my możemy zrobić sobie caponatę. Bartek podziwia tysiącletnią rotundę w Mantui i rozważa spróbowanie makaronu z ośliną, my lepimy tortellini z dynią, by podać je samym sobie z masłem szałwiowym. Bartek zachwyca się Pałacem w Urbino i podziwia zdobiące go obrazy Rafaela, Uccella i Tycjana, my marynujemy przez dobę boczek, a potem pieczemy go 3 godziny, a nuż wyjdzie nam porchetta. Bartek śledzi obce wpływy architektoniczne w Palermo, zajadając się marcepanem, my grillujemy tuńczyka. Bartek kończy wyprawę na Placu Ludów w Rzymie, podziwiając Caravaggia, my smażymy favorki. Ach, ten Bartek! Ach, ta Italia!

Łapcie linka! Lektura w sam raz na idące mrozy i zimna!

Makaron z gorgonzola, gruszkami i orzechami włoskimi

Kolejny szybki numerek dla Was.

Składniki:

1 gruszka
100 g gorgonzoli
1 garść orzechów włoskich
1/2 cebuli
2 ząbki czosnku
kilka gałązek mięty
czarnuszka
sól i pieprz do smaku
2-3 łyżki oliwy z oliwek
makaron penne

Przepis:

Czosnek i cebulę obieracie, drobno siekacie i podsmażacie na rozgrzanej oliwie. Gruszkę myjecie pod bieżącą wodą, kroicie na pół, usuwacie gniazda nasienne, kroicie na kawałki i dodajecie do cebuli i czosnku. Krótko smażycie, dodajecie pokrojoną gorgonzolę i kiedy się roztopi, dodajecie orzechy oraz sól, pieprz i czarnuszkę do smaku.

Makaron gotujecie w lekko posolonej wodzie, odcedzacie, mieszacie z sosem, zostawiacie na chwilę, żeby sos lekko się wchłonął i podajecie. Możecie posypać posiekaną miętą.